O autorze
Lubię prostotę. Cieszę się okruchami dnia codziennego: zapachem nowej książki, piskiem jaskółek w lipcowe popołudnie, dotykiem ciepłego piasku. Bywam nostalgiczna, ale staram się nie być kiczowata. Zapach drożdżowego ciasta, smak pierwszej truskawki potrafią przywołać we mnie falę wspomnień. Lubię gotować, ale nie mam aspiracji do tworzenia skomplikowanych potraw, stosowania wymyślnych składników, moja kuchnia jest prosta i nieprzekombinowana. Lubię też robić zdjęcia, ale chyba największą przyjemność sprawia mi pisanie. Owocem tych trzech zainteresowań jest blog Strawberries from Poland (www.strawberriesfrompoland.blogspot.com), prowadzę go od 2007 roku i dzielę się na nim ulubionymi przepisami, zdjęciami i przemyśleniami. Zawodowo też mam do czynienia z przepisami… jestem prawnikiem.

Niech żyją miejscy ogrodnicy!

Mieszkam w mieście, nie mam własnego kawałka ziemi, działki, poletka za miastem, ale to nie przeszkadza mi w byciu ogrodnikiem. Mam bowiem taras, na którym uprawiam zioła, sadzę marchewkę i rzodkiewki. Mam zestaw długich doniczek imitujących grządki, grabki i łopatkę przypominające zabawki z piaskownicy, rękawiczki ogrodowe i blaszaną konewkę. Jestem miejskim ogrodnikiem.

Nadeszła wiosna, a wraz z nią sezon ogrodniczy. Mieszkam w mieście, nie mam własnego kawałka ziemi, działki, poletka za miastem, ale to nie przeszkadza mi w byciu ogrodnikiem. Mam bowiem taras, na którym uprawiam zioła, sadzę marchewkę i rzodkiewki. Mam zestaw długich doniczek imitujących grządki, grabki i łopatkę przypominające zabawki z piaskownicy, rękawiczki ogrodowe i blaszaną konewkę. Jestem miejskim ogrodnikiem.



Wykorzystuję daną mi przestrzeń, skrawek świeżego powietrza, którym mogę dysponować zgodnie z własnymi gustami. Zamiast marzyć o domu z wielkim ogrodem, pochylam się nad doniczką z koperkiem i wyrywam z niej chwasty.

Myślę, że miejskie ogrodnictwo (mianem którego określam tu uprawianie roślin w skali mikro: na balkonach, parapetach, tarasach, itp.) jest równie satysfakcjonujące, co to klasyczne. Dlatego też wiosną obmyślam moją „strategię zieleni” na kolejny rok, konsultuję się z mamą – posiadaczką wielkiego ogrodu, po czym odwiedzam sklep ogrodniczy. Efekty mojej pracy są chaotyczne, nie znajdziecie u mnie wymuskanych kompozycji i dobranych kolorystycznie doniczek, a zielony, pachnący mieszanką ziół chaos. Ja go bardzo lubię.

Dwa lata temu wyrosła mi na tarasie marchewka i sałata, rok temu jadłam „tarasowe” truskawki. W tym roku mam ochotę pobawić się w uprawę pomidorków koktajlowych i cukinii. Wiem, że to może się udać, bo mam znajomych, którzy wyhodowali na balkonie piękne krzaczki pomidorowe.

Oczywiście marzy mi się wielki warzywniak z grządkami rzodkiewek, porów i wijącymi się do nieba strączkami groszku, ale muszę zadowolić się tym, co mam, czyli wietrznym nasłonecznionym tarasem. W miejskim ogrodnictwie nie chodzi przecież o wielkie plony, nie oszukuję się, że wykarmię rodzinę dwiema hodowanymi przez kilka miesięcy cukiniami albo garścią truskawek. Tu liczy się możliwość obcowania ze skrawkiem własnej zieleni i satysfakcja - z wyhodowania pęczka własnych rzodkiewek i delikatnej główki sałaty.

Ponadto o wiele przyjemniej siedzieć na balkonie pośród zieleni, wdychać bukiet ziołowych zapachów i mieć możliwość skubnąć truskawkę prosto z krzaczka.

To taka sielanka w pigułce.
Trwa ładowanie komentarzy...