O autorze
Lubię prostotę. Cieszę się okruchami dnia codziennego: zapachem nowej książki, piskiem jaskółek w lipcowe popołudnie, dotykiem ciepłego piasku. Bywam nostalgiczna, ale staram się nie być kiczowata. Zapach drożdżowego ciasta, smak pierwszej truskawki potrafią przywołać we mnie falę wspomnień. Lubię gotować, ale nie mam aspiracji do tworzenia skomplikowanych potraw, stosowania wymyślnych składników, moja kuchnia jest prosta i nieprzekombinowana. Lubię też robić zdjęcia, ale chyba największą przyjemność sprawia mi pisanie. Owocem tych trzech zainteresowań jest blog Strawberries from Poland (www.strawberriesfrompoland.blogspot.com), prowadzę go od 2007 roku i dzielę się na nim ulubionymi przepisami, zdjęciami i przemyśleniami. Zawodowo też mam do czynienia z przepisami… jestem prawnikiem.

Wrześniowy must-have

Wrzesień to czas, w którym czuć na karku oddech jesieni. Lubię tę nutę niepokoju, która nakazuje cieszyć się ostatnimi ciepłymi wieczorami i powoli przyzwyczaja mnie do myśli o zmianie pór roku.

W tym czasie powoli zmienia się również moje menu - lekkie obiady na bazie świeżych warzyw coraz częściej wypierają zupy, których latem niewiele robię (nie licząc chłodników). Ze względu na stopniową utratę smaku pomidorów, moje zwyczajowe wakacyjne śniadanie, czyli malinówkę albo bawole serce z bazylią, oliwą i kapką octu balsamicznego zaczynam zastępować jogurtem z domową granolą, a później, kiedy robi się chłodniej, powracam do gotowania owsianki.



Ale zanim pomidory stracą smak, nim znikną słodkie maliny, a arbuz przestanie kusić swoją orzeźwiającą mocą, objadam się nimi, ile mogę. Na śniadanie obowiązkowy pomidor, na drugie śniadanie dwie garści świeżych malin, a na obiad razowy makaron z pieczoną papryką, której słodycz pięknie kontrastuje ze słonym smakiem pokruszonej na wierzchu fety. Do tego obowiązkowo kapka oliwy albo oleju rzepakowego, który coraz częściej pojawia się w moich potrawach.

Pieczona papryka to w ogóle wdzięczny temat kulinarny. Robię z niej:

- sałatki (np.: papryka + feta + oliwa + prażone migdały, że o słynnej toskańskiej sałatce - panzanelli nie wspomnę!)
- risotto (dodatki j.w.)
- makaron (j.w.)
- obłędną zupę-krem (z dodatkiem czosnku)
- grzanki, po włosku ładnie zwane bruschettami, tudzież crostini (nazwa zależy od rozmiaru)
- ajvar, czyli bałkański dodatek do potraw (papryka + bakłażan + papryczka chilli + oliwa + ocet + sól i pieprz).

Na półkach "mojego" warzywniaka lśnią strąki różnokolorowej papryki. Nie mogę się im oprzeć i znów wychodzę z trzema kilogramami tego warzywa. Upiekę je w piekarniku - pieczonej papryki nigdy za wiele!
Trwa ładowanie komentarzy...