Słowem wstępu

Propozycja prowadzenia blogu w portalu naTemat.pl dotarła do mnie podczas wyjazdu wakacyjnego. Pokonując camperem austriackie pastelowe miasteczka, słowackie góry i polskie pola, zastanawiałam się nad sensem tego przedsięwzięcia. Postanowiłam sobie odpowiedzieć na dwa podstawowe pytania: o czym miałabym tu pisać i jak zorganizuję swój czas wolny, aby równolegle z moim "właściwym" blogiem i pisaniem innych tekstów, prowadzić tę stronę?

A więc: chcę tu pisać o szeroko rozumianych kulinariach, ale z własnej perspektywy. Nie będzie to blog kulinarny w ścisłym tego słowa znaczeniu; pojawią się tu luźne inspiracje zamiast szczegółowych przepisów, gawędy zamiast wywodów związanych z gotowaniem. Wynika to z faktu, że nie czuję się ekspertem w dziedzinie kulinariów. Gotuję intuicyjnie, przepisy traktuję jako szkic mojej potrawy, za każdym razem wypełniając go zgodnie z tym, co nakazuje mi fantazja, sezon i zawartość lodówki. Kwestie, w jakiej temperaturze najlepiej ubijać żółtka na sos zabaglione, jaki przyrządzić koktajl z szyjek rakowych i sprawić zająca, pozostawiam specjalistom. Moja kuchnia jest prosta, bezpretensjonalna i bez aspiracji do dorównania potrawom serwowanym w restauracjach.



Nie będę też pisać z takim natężeniem, jak na moim blogu, bo najzwyczajniej w świecie nie mam na to czasu, jednak postaram się zadbać o to, by teksty pojawiały się tu w rozsądnych odstępach czasowych.

To tyle tytułem wstępu.
Trwa ładowanie komentarzy...